3.11.2012 – POGODA BYŁA PIĘKNA…

Aktywator Psa

To nie była decyzja impulsywna, żaden kaprys, czy spontaniczny zryw. Idziemy do schroniska! Chcemy psa! Oł noł, noł. To była dyskusja, ja kontra Antypsiarz, zwolennik wolnego czasu spędzanego – wolno. Mokry nos, czy merdający ogon, nie kojarzyły mu się z niczym dobrym. I ten obśliniony pysk. Uhhh! Co się dziwić? W domu rodzinnym, całe życie był kot.

Ale dyskusja trwała, argumenty padały z obydwóch stron:

Czy raczej ona, czy może on? No psa już miałam, to może teraz suczkę.

Kto i o której wychodzi z nim/nią na dwór?

Ustalamy dyżury. Dlaczego to JA muszę rano?!

Jaki duży? Tylko nie York!

No jak JA będę wyglądał z takim małym pieskiem?

Czy będzie nas stać? Ile je taki pies?

Dlaczego nie chcesz brać karmy z marketu?

Sprawdzaliśmy ogłoszenia w Internecie. – Nie, już nie aktualne? Szkoda… Mały wyżełkowaty, miał się wabić Ozzie. Od Ozziego Osbourne’a.

Wtedy na stronie toruńskiego schroniska znalazła się ONA. Mała, ale nie za mała, ruda, śliczna, po prostu kulka szczęścia. Decyzja na tak, pojechał, ale już ktoś inny ją adoptował.

Szkoda…

Krótko po tym, wśród internetowych profili psów do adopcji, trafiliśmy na Kamę.

Aktywator Psa

Opis mówił nam tylko jedno. Biedactwo, miała tylko 1,5 roku, a już była dwa razy oddawana.

Aktywator Psa

3.11.2012 r. pogoda była piękna. To była sobota. Dwa dni będzie z nami, się oswoi, potem już tylko haj lajf!

Aktywator Psa

Jednak, gdy zobaczyliśmy ją na żywo, miałam w głowie tylko jedno zdanie: To jest bardzo głupi pomysł!

Zaczęłam się nagle zastanawiać, czy nasze mieszkanie nie jest dla niej za małe. (Wynajmowane niecałe 38 metrów). Opiekunka ze schroniska, uspokoiła mnie, że jeśli pies będzie wystarczającą ilość razy  wyprowadzany, to metraż mieszkania nie będzie miał tu wielkiego znaczenia. Antypsiarz nie wytrzymał i podszedł do niej, by wcisnąć palce przez siatkę.

Dziś jak przez mgłę, kojarzę, że był obok niej drugi pies, krążył przy niej jak ochroniarz, krok w krok. Nas nie atakował, raczej trzymał się jej bardzo blisko. Różowy jęzor zaczął lizać dłoń, a ja miałam milion wątpliwości, chciałam jeszcze iść popatrzeć na inne wybiegi. Ale poszłam zobaczyć sama, by wrócić w to miejsce, gdzie pies i człowiek wymieniali między sobą spojrzenia pełne zachwytu.

Ok, decyzja zapadła, ale jeszcze chcieliśmy się z nią przejść, zanim ją zabierzemy.

Mieliśmy skórzaną smycz, po moim poprzednim psie. Jednak Kama rwała tak do przodu, że po wyjściu poza bramę schroniska, mój mąż był już nieźle spocony. Trochę się martwiliśmy, że karabińczyk mógłby pęc. Nie przeszliśmy się daleko, nie mieliśmy zbyt dużo czasu, z uwagi na godziny pracy schroniska.

Antypsiarz lekko skołowany, pytającym wzrokiem patrzył w moją stronę: Co jest? Czy to normalne, miałaś przecież psa? Ja uspokajałam, że widocznie trzeba będzie ją nauczyć chodzić na smyczy.

Suczka szarpała w każdą stronę, z siłą równą Pudzianowskiemu, podczas słynnego przeciągania samolotu. Interesowało ją wszystko, drzewo, człowiek, rower w oddali, wiatr, szum liści czy spadający papierek w odległości 2 kilometrów.

Jeszcze raz odpowiedzieliśmy sobie nawzajem na pytanie: Czy tego na pewno chcesz?

Gdy pokwitowałam w biurze, że zabieram psa, opiekunki wymieniały tylko między sobą porozumiewawcze spojrzenia, stwierdzając z lekkim uśmiechem – Kama idzie do domu.

Kama zaś skakała na wysokość twarzy mojego męża (1,88 m), na przemian z podskokami, w stronę okienka do biura schroniska. Skakała tak mocno, że trochę nas przestraszyła. Czy to możliwe, że takiej wielkości pies, tak mocno wybija się z miejsca w górę?

Droga do domu, była długa. Dłuższa, niż można by ją zrobić standardowym spacerem w stronę naszego osiedla. Szliśmy drogą okrężną, bo gdzieś zdawało mi się przeczytać, że tak będzie lepiej. Piesek zmęczony, łagodniej wejdzie do domu.

Pierwsze kroki przez próg były gwałtowne. Kama odpięta ze smyczy, biegała jak szalona, po pokojach, po ławie, po meblach i fotelach. W kuchni skoczyła do kuchenki, a przed balkonem zatrzymała się, by po prostu… nasikać.

Nie Kama! Nie! Wołam – szybko ścierką wytrzyj. Idziemy!

Zbiegaliśmy po klatce schodowej na dwór. Chwilkę spacer, paskudnie się załatwiła na środku chodnika, mieliśmy trochę z tym problem, jak to pozbierać. Wracamy do domu. Tym razem już mniej gwałtownie.

Dyszała, dyszała i trzepała łbem, jakby miała coś w uchu.

W końcu po drugim spacerze, zajął ją sznureczek od żaluzji balkonowych, zabrała leżący tam dywanik i zaczęła go skubać. Nie był przesadnie cenny, więc postanowiłam, że poświęcę go dla niej.

Aktywator Psa

Wydawała mi się smutna. Skubała te nitki i trzepała łbem. Po dłuuugiej chwili ułożyła się pod ławą.

Aktywator Psa

Tak wyglądał nasz pierwszy dzień z Kamą.

Bogaty we wrażenia prawda?

Pies zabierany do domu ze schroniska, może przeżywać tą zmianę różnie. Znam historię, gdzie piesek zachował się po przeprowadzce zupełnie spokojnie, ale jak wyżej opisałam, z Kamą scenariusz niestety, nie był tak różowy. Niestety wtedy nie byłam świadoma tego, jak różnie pies może się zachowywać w miejscu, którego nie zna.

Mając te doświadczenia, zupełnie inaczej podeszłam do naszego drugiego psa. Jak się to odbywało w przypadku Guru? Tutaj lekcję miałam już odrobioną, czy dobrze, przeczytacie w następnym poście.

A wasze wspomnienia, z pierwszego dnia pupila w domu? Podobnie, czy zupełnie inaczej?

Chętnie poznam Wasze historie.

Aktywator Psa

Ps. Zdjęcia Kamy, w pierwszej części tekstu, zostały pobrane w tamtym czasie, ze strony internetowej Schroniska Dla Bezdomnych Zwierząt w Toruniu.

Autorem zdjęć, jak udało mi się ustalić, była prawdopodobnie jedna z wolontariuszek Justyna Musiał.

Reklamy

2 myśli nt. „3.11.2012 – POGODA BYŁA PIĘKNA…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s