ADOPCJA PSA – PODEJŚCIE DRUGIE.

 

Aktywator Psa

Zapewne zastanawiacie się dlaczego adoptowaliśmy drugiego psa? Bardziej wnikliwi znaleźli już na blogu ściągę, że mieliśmy problemy z zachowaniem Kamy.

Po co pchać się w adopcję drugiego, skoro są już problemy z jednym? Przekonajcie się, że nie był to tak szalony pomysł, jak się wydaje.

Trzepanie łbem, o którym pisałam w poprzednim poście, myślałam, że jest objawem infekcji ucha. Schronisko, dla swojego byłego podopiecznego, zapewniało bezpłatną wizytę u weterynarza. Skorzystaliśmy z tej pomocy. Okazało się, że Kama uszy miała zdrowe. I chociaż otwierała się przy nas z każdym dniem, w czasie gdy nie było nas w domu, suczka zmieniała się o 180 stopni.

Obok tutejszego schroniska jest wybieg dla psów, gdzie pełni dyżury behawiorysta. Kiedy problem z jej zachowaniem zaczął nas przerastać, on także pokierował nas, jak możemy sobie z tym poradzić. Skorzystaliśmy także z wizyty domowej takiego specjalisty.

Problemy z czasem zaczęły znikać, wygaszać się, w miarę jak upływał czas, a my uczyliśmy się obsługi psa. Przyznam się, że pomimo tego, iż miałam już kiedyś zwierzaka, wszystko było dla mnie nowe.

Ale jeden temat, pomimo wieeeeeeeeelu prób, badań i analiz, powracał jak bumerang, a mianowicie załatwianie się w kuchni.

Jest rok 2014, a nasza sytuacja wygląda w skrócie tak:

  • Kama sika w kuchni,
  • za rok wyprowadzamy się z tego mieszkania,
  • dotychczasowe próby, by ją tego oduczyć się nie powiodły,
  • nie chcemy zniszczeń na nowym mieszkaniu,
  • problem ma głębsze dno.

Rada, by wziąć drugiego zwierzaka, coraz częściej pojawia się w rozmowach z osobami, u których szukaliśmy pomocy.

Kama ma skłonności do dominacji, co może się skończyć różnie i dla szczeniaka, jak i dla psa o małej budowie. Dla kota fatalnie. Współlokator musiałby być równy jej, bądź większy. Najlepiej samiec, bo do suczek ma różne nastawienie. Właściwie to do samców mniej asertywnych też.

Temat się komplikuje. Zaczynamy zadawać sobie pytania:

Czy będzie nas na to stać?

Czy będzie wystarczająco miejsca w mieszkaniu, dla dwóch dużych psów?

Czy poradzimy sobie zapanować nad nimi?

Czy w nowym miejscu sąsiedzi zaakceptują takie stado?

Czy nie zaszkodzimy Kamie wprowadzając nowego lokatora?

A co zrobimy, gdy tamten „Nowy” okaże się jak Kama?

Wiedzieliśmy jaki skutek chcemy osiągnąć, ale kompletnie nie mieliśmy pojęcia jak się za to zabrać.

A co jeśli nie mamy racji?

Na szczęście, przez przypadek trafiłam na stronę Fundacji SOS Husky.

Wyparzyłam na niej pieska imieniem Kris, bliźniaczo podobnego do Kamy. Opis psa czytałam już uważniej, wiedziałam czego szukam. Wiedziałam czego muszę unikać. Skontaktowałam się z wolontariuszką Justyną. Przedstawiłam jej mniej więcej, jak wygląda nasza sytuacja. Umówiliśmy się na spacer z psami, aby sprawdzić jak Kama zachowa się przy pierwszym kontakcie. Niestety na miejscu okazało się, że pies którego wypatrzyłam, był już w trakcie adopcji do innego domu. Ktoś mnie ubiegł.

Justyna przeszła się ze mną po terenie schroniska. Opowiadała mi o każdym, doradzała z którymi nie mamy szans próbować, a które mogą się dogadać. Większość psów, które mieli pod opieką, to typowe husky. Zaczęłam mieć wątpliwości czy podołamy.

Jednak wśród północniaków pokazywanych mi przez wolontariuszkę, był jeden rodzynek, który w przeciwieństwie do psów w boksach, nie skakał i nie łasił się przy bramce. Leżał spokojnie z tyłu, na dachu budy i wpatrywał się gdzieś w horyzont.

Podeszłyśmy do boksu, jego kumple – husky, jakiś mieszaniec oraz duży czarny sznaucer, wyglądali jak gang Olsena. Tłoczyli się i wciskali nosy w otwory w siatce. On jednak pozostał z tyłu. Dopiero, gdy został przywołany przez Justynę podbiegł, ale nie wysunął się do pierwszego rzędu. Cieszył się, ale wyjątkowo bez podskoków.

Nie dowiedziałam się o nim zbyt dużo, nie miał długiego stażu w schronisku, więc jego charakter nie dał się jeszcze poznać w pełni. Przy drugim przejściu obok boksu, zdecydowałam się na spacer. Dostałam uprzedzenie, że pies może ciągnąć.

Gdy wzięłam smycz do ręki, po kilku krokach, uśmiechnęłam się do Justyny. Fakt, szedł raczej w bok, jakby nie chciał na mnie nadepnąć, ale w porównaniu do mojego poprzedniego spaceru przed adopcją, zaskoczył mnie, że może w jakimś stopniu iść luźno, skoro jeszcze się nie znamy. Mąż czekał na mnie z Kamą. Czekała jeszcze moja koleżanka ze swoim psem, a gdy podeszłam, obydwoje stwierdzili, że chyba wybrałam najładniejszego w całym schronisku.

Aktywator Psa

Kłapouchy, tak się wabił, ze względu na swoje wtedy zagięte uszka. Młodszy od naszej pupilki, czyli jest szansa, że nie będzie chciał jej odebrać palmy pierwszeństwa. Może coś z tego będzie? I było. Przeznaczenie, szczęśliwy traf, nie wiem jak to nazwać? Pomimo, że Kama od razu próbowała go ustawić pod siebie.

Nie wiecie jak to wygląda? To wygląda jak kopulacja. Tylko wygląda, psy faktycznie nie kopulują. Bardzo krępujący moment, gdy wchodzisz z suczką na wybieg, a reszta właścicieli nie zna takiego zachowania. Psy znają, ten kto się podda, ten jest niżej w hierarchii. Jak się spotkają dwa niesocjalizowane dominatory, wtedy mamy walkę. To tak w dużym skrócie.

Dzięki Bogu, wtedy jeszcze Kłapouchy, był asertywny, ale też spokojny. Bez odgryzania się, bez warczenia, zręcznie unikał skoków, dając do zrozumienia możesz być blisko, ale nie przesadzaj. Aktywator Psa

Mieliśmy dwa takie spotkania przed adopcją. Obydwa udane i niezapomniane.

Aktywator Psa

Tym razem przygotowaliśmy się lepiej, do wprowadzenia do domu.

Pierwsza sprawa urlop na tydzień czasu. Niestety tylko tydzień, wyszarpany i wykłócony, ale nie odpuszczałam, bo wiedziałam, że bez tego nie mamy szans na dobry start.

Psy przeszły razem trasę do domu. Mąż pojechał odebrać psa ze schroniska, a ja w tym czasie zabrałam Kamę z domu i szłyśmy w ich stronę. Drugi pies powoli oddalał się od schroniska, zatrzymywali się momentami przy ławkach w pobliskim parku.

Spotkanie było dla Kamy zaskoczeniem, cieszyła się na widok męża, ale drugi pies ją zdezorientował. Chciała go zdominować, ale ją blokowałam, przy każdej próbie. Droga do domu była podobnie długa, szliśmy powoli. 

Guru w sanskrycie znaczy, ten który prowadzi z ciemności do światła. Zastanawiałam się jak go przechrzcić dłuższy czas, nie wiedziałam czy się uda. Z Kamą się nie udało. To imię jednak bardziej pasuje do chłopaka, niż poprzednie. Pies szedł na jej terenie, wkraczał tam, gdzie ona była pierwsza. Każdy krok bliżej domu, był dla niego czymś nowym. Pomimo tego szedł ufnie, nie zdając sobie sprawy, jak duże ma zadanie do wykonania i jak wielkie pokładamy w nim nadzieje.

Najbardziej utkwiła mi w pamięci chwila, gdy weszliśmy do klatki w bloku. Jedno z nas z Kamą z przodu, drugi pies z tyłu. Wiem, że nie należy doszukiwać się u psów ludzkich reakcji, ale autentycznie, Kama miała zaskoczoną minę! – Ej wy na serio? On idzie z nami?

Do mieszkania wchodziliśmy w takiej samej kolejności, jak po schodach. Psy nie zostały odpięte ze smyczy. Najpierw zdjęliśmy buty i kurtki, potem poszliśmy z nimi do kuchni, gdzie stała woda w miskach. Guru obejrzał sobie to pomieszczenie. Duży pokój był zamknięty. Drugi pokój, gdzie było jego legowisko i Kamy, był otwarty i tam powoli weszliśmy. Każdy z psów został pokierowany na swoje posłanie, gdy się uspokoiły, zostały odpięte ze smyczy.

Guru był ciekawy, jednak szybko ułożył się na kocyku. Dziś wiem, że stres odreagowuje spaniem.

Aktywator Psa

Głowa mu się kiwała, ale leżał w takiej półdrzemce, gotowy by wstać w każdej chwili.

Pies nie dostał jedzenia, ponieważ w schronisku był już karmiony. Kama również jadła przed wyjściem na dwór.

Włączyłam cicho telewizor, usiadłam na foteliku na środku pokoju, suczka była bardzo pobudzona tymi wydarzeniami. Co chwilę go zaczepiała, szturchała łapami, uspokajałam ją i kazałam ułożyć się na swoim posłaniu. Guru widać, że był bardzo umęczony emocjami, wydawał się jakby miał zemdleć z senności. Po godzinie czy 1,5 poszliśmy na drugi spacer. Zbliżał się wieczór, więc akurat przypadało na ostatnie wyjście przed snem. Nie byliśmy szczególnie daleko, raczej w okręgu naszego osiedla – około 30 minut chodzenia.

Wchodziliśmy z powrotem do klatki jak poprzednio, kolejność i sposób „rozbierania” takie same. Psy pozostały w obrożach. Duży pokój pozostawał zamknięty.

Zjedliśmy kolację, ale z dala od psów. Kama żebrak też się obyła bez gratisów.

Spaliśmy w dużym pokoju, ale drzwi nie były otwarte na oścież, ale jedynie uchylone. Kama wprowadzała Guru do nas, ale obydwoje zostali odprawieni na swoje kocyki.

Guru był słaby, miał widoczną niedowagę, nie sugeruję, że nie był karmiony, ale w schronisku boksy rządzą się swoimi prawami. Kama jeszcze do późnej nocy próbowała go zdominować, wstawałam wtedy gdy było głośniej, by rozsadzać ich jak przedszkolaki po kątach. W końcu zasnęli.

Przez ten tydzień raczej pilnowałam, by Kama nie skakała na Guru, niż nawoływałam by do mnie przychodził. Głaskałam go, gdy sam podchodził. Nie dotykałam jego pyska w okolicy „warg”. Nie mówiłam zdrobniale, dziecinnie nad nim, w ogóle nie mówiłam do niego zbyt często. Krótkie proste komendy. Nie Guru, Dobry Guru, Guru chodź, Siad. Raczej spokojnym tonem. Kiedy zachowywał się tak jak chciałam, tonem radosnym, ale nie piskliwym.

Trening zostawiania psów samych w domu zaczęłam od pierwszego dnia.

Aktywator Psa

Cała ta procedura nie odbyłaby się, gdyby nie porady od Justyny z Fundacji SOS Husky. Oczywiście miałam jakieś swoje doświadczenie z psem, przez to jak musieliśmy się podszkolić w obsłudze Kamy, ale pomimo tego, bez tego wsparcia cała operacja mogłaby się skończyć fiaskiem.

Pies to nie świnka doświadczalna. Eksperymentowanie z poradami domorosłych specjalistów (np. jak się zsika w domu, to włóż mu w to pysk; daj na du…ę), niewłaściwie użyta wiedza, po łebkach łyknięta z telewizyjnych programów, może przerodzić niewielki problem w tragedię.

Kama zaniedbana dwukrotnie od podstaw, musiała bardzo długo i ciężko pracować na to, by móc cieszyć się spokojnym wylegiwaniem na kanapie. Dlaczego mówię, że to ona ciężko pracowała? Zaufaj człowiekowi na tyle, by pokazać mu, jak daleko jest od prawdy o tym, że się zna na psach. Utrzymaj go w stanie, by chciał się uczyć i nie skreślał tej wiedzy jako zbytecznej. Coaching wyższego stopnia, nie dla amatorów.

Guru miał swoje doświadczenia, ale dzięki konsekwencji i otwarciu się na porady ludzi z wiedzą i doświadczeniem, udało mi się na razie go nie zepsuć. Cały czas czegoś się od niego uczę.

Aktywator Psa

Najfajniejsze w tej historii jest to, że ta praca wszystkim nam się opłaciła. Psy mają dom, nie boją się ludzi, są łagodne dla dzieci. Ja też czerpię korzyści z takich relacji. Ha! Nawet mnie zainspirowały do pisania tego bloga.

Mam nadzieję, że po tym tekście, każdy kto ma problemy z psiakiem, choć trochę poczuł się natchniony do pracy nad jego zachowaniem i znajdzie powód, by z niego nie rezygnować. Jeśli znacie kogoś, kto ma takie wątpliwości, skierujcie go do tego bloga.

Zobaczy tu nasze starania, by wygrać fajne relacje z psem, o ile zaryzykujesz i zechcesz zainwestować w niego czas. Dlaczego czas, a nie pieniądze? Bo psy nie znają się na pieniądzach, ale każdy Psiarz wam potwierdzi, że na zegarku tak.

Aktywator Psa

 

 

Reklamy

3 myśli nt. „ADOPCJA PSA – PODEJŚCIE DRUGIE.

  1. Kurdę, jako, że mamy psy z tego samego schroniska i już też znam uczucia, które miotają człowiekiem kiedy musi wejść pomiędzy boksy z psami – czytając historię Kamy i Guru jak zwykle się rozkleiłam. Chyba nigdy nie przeczytam historii adopcji psów bez łezki w oku. Podziwiam podjęcia wyzwania – tym bardziej z niełatwą domieszką haszczaków. Zazdroszczę trochę, bo też chciałabym towarzysza dla Hermesa i czuje, że kiedyś to nastąpi. A Pan Marek behawiorysta, którego mieliśmy okazję też spotkać to rzeczywiście świetny specjalista, człowiek z ogromną pasją do zwierząt.
    Głaszczemy mocno psiaki i czekamy na wieści jak tam im dalej idzie!
    Pozdrawiamy 🙂
    I&H

    Polubione przez 1 osoba

    • Dzięki wielkie! Ja też jak patrzę, na stare zdjęcia Guru to nie mogę uwierzyć jaki niego był ciapek 😄 Teraz jest już pełnokrwistym chłopcem (fakt, że bez wyposażenia). 😄

      Lubię to

  2. Pingback: Lęk separacyjny – czy jest się czego bać? | Aktywator Psa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s